DIUNA 🇦🇷

Another world

PUNA ATACAMA bo o tym będzie teraz mowa to rozległy obszar fizycznogeograficzny w północnej części argentyńsko - chilijskiego pogranicza. Nie ma co się czarować - jeden z moich ulubionych kierunków i motywacji do odpalenia jeepa w dłuższą trasę.

Jest to region dość wymagający z dziesiątkami, czy nawet setkami kilometrów eksploracji trudnego terenu, między jednym zurbanizowanym punktem a kolejnym. Od reszty ziemskich klimatów odróżnia go niemal wszystko. Jest to jakby obszar poza światem, kompletnie z innej planety.

Półprzejezdne szutry, często powyżej 4000m n.p.m. Pustynie, solniska i strzeliste szczyty wulkanów podbijające niemal pod 7000 (Ojos del Salado - 6893 m n.p.m. najwyższy czyny wulkan na ziemi) Jesteś tylko ty, horyzont i surowa, rozpierdalająca przestrzeń. Wywiwająca z grani, stożków wulkanów i innych przedziwnych miejsc energia, ładuje Cię szerokopasmowym, niewidzialnym łączem prosto w mózg.

Liście koki pomagają czasem przed bolesnym przeładowaniem, bardzo prawdopodobnym na takich wysokościach bez odpowiednio długiej aklimatyzacji.

Suche i przejrzyste powietrze poszerza zasięg widzenia, wzbogacając percepcje o niedostępne gdzie indziej spektrum kolorów. Szczególnie ciekawy wątek dotyczy reakcji organizmu na zmieniające się wraz z wysokością warunki tlenowe. Pierwszodniowy szok tlenowy wywołuje u mnie zwykle jakąś tajemniczą, euforyczną reakcję kompensacyjną organizmu - prowadząc myśli w rejony, o istnieniu których nie mam nawet pojęcia, gnieżdżąc się w mieście. Oj tak! Podoba mi się taki naturalny haj i często wręcz nie mogę się go doczekać ;) Niestety dnia drugiego zwykle nie jest już tak kolorowo - dlatego jestem raczej fanem jednodniowych wejść na pięciotysięczniki i nie jara mnie kompletnie łażenie powyżej 6000 bo różnica tych kilkuset metrów niesłychanie komplikuje logistykę, zmieniając doświadczenie z czegoś ekstremalnie fajnego w niepotrzebny survival.

Zimne gwieździste, pustynne noce i ostre, pionowe słońce dają efekt dokładnie ten o którym uczyli w szkołach. W nocy panuje ( ekstremalne tekście zimy w Polsce to może nie ;) jednak zimno ustępujące kilka godzin po wschodzie słońca ekstremalnemu gorącu.

Takie to warunki ograniczają egzystencje do bardzo nielicznych gatunków. Widuje się niemal wyłącznie grupy wikuni popylające gdzieś pomiędzy nielicznymi gatunkami walczacymi o przetrwanie roślin. Gdzieniebgdzie zdarzają się też całkiem nieźle komponujące się kolorystycznie flamingi.

Już kilka razy udało mi się już przejechać "Diunę" za każdym razem modyfikując nieco drogę tak, by dać sobie szanse odkrycia nowych miejsc czy klimatów. I ciągle okazuje się, że jest coś do odkrycia... - nowa stara droga, ukryty podjazd, stara kopalnia, noc, wjazd z innej strony... Natura przygotowuje zawsze spektakl bogatszy o jakąś nową scenę...


Pozostałe teksty