RUMBA DEL FIN DEL MUNDO

O przemieszczaniu się...

Lubię się przemieszczać i jestem w tym niesłychanie dobry. Mam tak już ponoć od dziecka - targano mną, potrząsano, bujano a najlepiej się miałem będąc wożonym brukowaną kamienną drogą, gdy niemowlęcy łeb, obijał się po ścianach auta.

Od czasów niemowlęcych niewiele widać się zmieniło, z tą może różnicą, że woże się przeważnie sam. Spokój nadal osiągam na bezdrożach, w brudnym piachu i błocie - gdzie destabilizacja znaczy mniej więcej to samo, co motywacja.

Dokładnie jak wiatr czy woda tak i ja potrzebuję ruchu by nie zarastać zgnilizną - trzymać na dystans marazm z otępieniem. Szczęśliwie przemieszczanie się działa na mnie wyzwalająco i oczyszczająco. Odnawia i przygotowuje na kolejne doświadczenia, będąc jednoczesnie, samym w sobie, bardzo inspirującym.

Pewnie możnaby to przemieszczanie nazwać podróżowaniem, dopisać cały szereg wzniosłych ideologii; prowadzić blog z poradami. Prawda, którą warto wyrzucać zawsze na wierzch, jest jednak taka, że ponad wspaniałe kultury, oczobitne zabytki czy zapierajace widoki, cenię sobię to, by się przemieszczać ...

Pozostałe teksty